leaveseyes blog

Twój nowy blog

Nieograniczona, pełna, zmysłowa. Znów zasnęłam w Twoich ramionach. Twe błękitne oczy otuliły mnie sobą. Jesteś. Pokochałam Cię. Czuję wolność w śpiewnie nocnych ptaków. Kiedy budzę się, Twój oddech budzi się razem ze mną. Tej nocy nie zasnęłam. Przytulana do teraźniejszości, w źrenicach marzeń odkrywam na nowo ciepło minionych godzin. Narkotyk mroku pogrąża mnie w zaświatach zamyślenia. Śpiew tych stworzeń podrywa do lotu. A Ty śpisz nadal. Czuję na sobie Twój ślad po pocałunkach zostawionych na mojej twarzy. Tęsknię za Tobą, a Ty śpisz… Utonęliśmy razem. Ten nocy wszystko wygląda inaczej…

Zapadam w sen, by wspominać Cię
Wtedy też była noc, a my w niej pogrążeni
Księżyc świecił nad nami
Szliśmy w milczeniu
Ogród czarnych róż rozkwitał
W niespokojnym śnie ciągle widzę Cię
Jesteś blisko mnie
Czuję Twój chłodny oddech
Spotykamy się w niespokojnym śnie
Tak, jak ludzie bezdomni na brzegu rzeki
Miałam na sobie czarną suknię
A Ty byłeś rycerzem obok idącym
Zniknęliśmy razem w otchłani ciemności
Nawet ślad po nas nie pozostał…

Cień Anioła

„Jak ptaki – część II”
Jak ptaki samotne wśród jezior
Jak ptaki bezdomne na brzegach dróg
Jak ptaki bezcenne wśród drzew
Jak mgła, co spowija cały nasz świat
Jesteśmy gotowi do drogi
Kochając i nienawidząc
Współczując i cierpiąc
Jesteśmy gotowi do ostatniej drogi…

Cień Anioła

Słowa przygarniają myśli. Noc nastała… Narkotyk mroku. W nim Twoja twarz pogrążona w zaświatach zamyślenia. Blada fotografia nie mogąca zatrzeć swojego śladu w mojej głowie. Oczy myślące, błękitne… Pełne miłości.
Zasypiam i budzę się ogarnięta zmysłem Twoich ramion. Jestem ptakiem nocy. Ukojone cierpienie. Ja – pełna sprzeczności, okalam sobą mroczną rzeczywistość. Wszystko, co robię, robię z myślą przyszłości. A cień wspomnienia idzie za mną w ślad. Ślady namalowane na piasku pustyni, rozmyte wiatrem, przeplecione namiętnością bladego przekazu. Wyzwalam w sobie ukryte emocje. Czuwam, a Ty śpisz w mojej teraźniejszości otulony zwierciadłem przeżywania. O czym myślisz tej nocy? Chciałabym wiedzieć…
Czuwam, a Ty śpisz… obok mnie. W ciemnym pokoju słyszę Twój przerywany oddech, jakbyś przez niego wyrażał chaos myśli. Noc przygarnia mnie do swojego wnętrza. Nie wypowiedziałam ostatniego „dobranoc”, nie pożegnałam się z Tobą. Marzę, a Ty zasnąłeś niespokojnym snem. Myślę o tych dniach spędzonych w Twoim kręgu… Kocham się w Tobie. Z Twoim cieniem na moim widnokręgu jest mi najlepiej. Mówisz coś do mnie we śnie. Nie budzę Cię. Otulam ramieniem Twe spocone czoło, całuję je w półmroku. Potem znów zasypiasz. Druga nad ranem. Wsłuchuję się w dźwięki ciszy, przerywanej tykaniem zegara. Tej nocy nie zasnę. Kołysze mnie bezruch skupienia. W moim ogrodzie rozkwitła jedna czerwona róża pośród wielu czarnych. Ty jesteś tą różą. Nienamacalnym znakiem odchodzenia. Czuwam nad Twoim snem… Ukrywam się w nadrealizmie zdarzeń. W mroku mocy odnajduję swoje spełnienie. Kontrasty przeszłości w pięknie narkotyku, jakim jest ta noc, dodają mi otuchy. Ty nadal śpisz w moich ramionach… Nie zasnę. To tylko zgubne prawdopodobieństwo przypadkowego szczęścia…

NIKITA – Cień Anioła

Jak ptaki

Brak komentarzy

Poszybowaliśmy daleko tego pamiętnego dnia. Jak te ptaki poranne wśród wschodzącego słońca. Byliśmy dziećmi ulicy – ludźmi znikąd, którzy spotkali się przypadkiem. Blade fotografie nie zamilkły, ulice miasta nie wygasły. My nie wygaśliśmy.
(…)
Wymieniliśmy spojrzenia, kiedy siedział naprzeciw mnie w autobusie. Był taki spokojny. Miał łagodną twarz. Dosłownie, niczym bezimienny Anioł, jakby bezgrzeszny. W spokojnych oczach zobaczyłam tyle zamyślenia… Zastanawiałam się, nad czym myśli. Miał te same błękitne oczy. To był on. Mój nieznajomy spod bloku. Ten, którego spotykam nieprzypadkowo. Dziecko ulicy. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. W oczach miał niewidzialny raj dla zbolałej duszy. Płonął spokojem, jakby już nic nie miało większego znaczenia, prócz tego spokoju. Uspokoił również i mnie. Patrzyłam w te błękitne oczy przejęta ogólną sytuacją. W nim nie było żadnego strachu. Jedynie łagodność, która odbijała się na każdym geście. Gdzie jechał, tego nie wiem. Pewnie gonił za swoimi sprawami. Potem zbliżył się mój przystanek, wysiadłam w milczeniu. W sercu zrobiłam mu fotografię. Tej twarzy nie zapomnę nigdy…
(…)
Ulice miasta były podobne do wiosennego powiewu wiatru. Wielu ludzi kręciło się w pośpiechu. Spotkałam staruszkę, czekającą na autobus, w drodze powrotnej. Pomogłam jej wsiąść do autobusu. Wróciłam szczęśliwa do domu. Wiosna nadeszła, a wraz z nią nowa nadzieja na spełnienie…

Cień Anioła

Nie obudzić się więcej… Przespać życie, jakby już było po wszystkim. Szary, kolejny dzień. Twój telefon wieczorem. Słowa pocieszenia. Święta minęły. Zatarł się ślad wspomnień. Blada fotografia przepadła. W mej pamięci wciąż żywa. Na jej widnokręgu znajoma twarz. Twarz dziecka ulicy. Wychodzę w ten szary dzień… Płynę ulicami miasta. Deszcz dzwoni po parasolu, dość ciepło. Wokoło mnie przebiegający obok tłum… Pragnę zasnąć. Odejść w zaświaty. Zapłonąć niewidzialnym światłem raz jeszcze. Brać w dłonie nadzieję i nią się karmić. Odnieść jakiś sukces pośród zrujnowanego życia, któremu wyznaczyłam już kres. Niedoszły kres odchodzenia. A wszystko to, by wyzwolić wreszcie piętno emocji. Za siebie, dla siebie. I dla niego. Szarego dziecka, co pragnie swojej drogi. Dziś go nie spotkałam, choć byłam tak blisko. Tęsknota za nim przeważyła. Blada postać śmierci otuliła mnie sobą raz jeszcze. Wewnątrz dźwięku ciszy utonęłam, jak tonę każdego poranka. Gdzie byłeś? W czas, kiedy potrzebowałam twojego spojrzenia najbardziej… Potem on zatrzymał mnie na chwilę. W słuchawce usłyszałam ten sam znajomy głos. Głos pożądliwości. Nie chciałam go już słuchać, bo moje szepty idą inną drogą. Nie nauczył się jeszcze własnej dojrzałości. My, dzieci ulicy powstajemy nocą. Noc jest naszą wybawczynią. Nadeszła cicho, po tym szarym dniu. Zatopiłam się w nią, poszłam daleko ponad to, co mnie spotkało. Poszłam dalej od niego, tego, kto tylko pragnie, mało dając w zamian. To tak wspaniale boli. Pragnę dokończyć sen. Nie obudzić się więcej, pójść za nieznajomym dzieckiem ulicy w marzeniach nieskończonych nadziei… Jakby tylko tyle pozostało, choć mogłoby być tego więcej. Nadzieja nie przepadła. Mogła jedynie na chwilę rozpłynąć się w nocy bezludnej, gdy zasnęli spragnieni snu, jak chleba. Po dziś dzień kołysze ich bezruch skupienia. Noc moją matką – samotnego dziecka ulicy, podobnego do niego we wszystkim, prócz grzechu namiętności…

Cień Anioła

Iluzja

Brak komentarzy

Kolejne niedojrzałe słowa… Kolejne sprzeczne myśli. Kolejne zgubne prawdopodobieństwo przypadkowego snu… Kolejne marzenia. Samotny spacer po samotnym mieście… Wokół mnie tyle samotności, jakby nic już nie miało większego znaczenia. Bezpańskie psy, zabiegani ludzie, dzieci z ulicy… Wieczorny wiatr muska moje skronie. Idę wciąż przed siebie szukając dopełnienia. Mijam szare zakamarki blokowisk. Tam jedynie pozostały popioły i dzieci, które nie odnalazły swojego przeznaczenia. Stoją w zaniedbaniu. Jedno z nich błękitnookie…
(…)
Spojrzał na mnie przypadkiem. A, może to nie był przypadek? Już tyle razy mijaliśmy się w pośpiechu… Już tyle razy widziałam jego postać. Zasłonięte szarym kapturem niebieskie oczy, duże i wyraziste… Myślące… Wpatrzone w moją postać przemykającą obok. To spojrzenie wiele mówi. Ukryty żal i ukryta samotność. Ukryte pragnienia i ukryte przeznaczenie. Przeznaczenie do lepszego życia. Jego myśli zbiegały się z nieznanym… W wieczornym pokrzepieniu szukał wybawienia. Tak samo, jak poszukiwał go w moich oczach. Istotnie, to nie był przypadek. Dwóch poszukiwaczy szczęścia trafiło na swoje drogi. Powiał wiatr z północy tak dobrze nam znany. A tajemnica objęła nas sobą. On był dla mnie taką tajemnicą. Zawsze nią jest, kiedy go spotykam. Jedno z tych dzieci ulicy, które chcą żyć inaczej. Teraz widziałam to w błękitnych oczach. Pragnienie szczęścia, podobne do mojego pragnienia. I pragnienie jedwabistego snu… Był, niczym sen…
(…)
Wieczorne ulice miasta w bladej fotografii… Dookoła mnie piękno zachodzącego słońca. Park pełen spacerujących, natchnionych istot. I ja wśród nich tonąca w zamyśleniu nad własną iluzją. Myśli o nim… W ten wieczór zapłonęłam echem niewyraźnych słów. Poszłam za marzeniem…

Cień Anioła

Jego oczy są, niczym gwiazdy na wieczornym niebie. Wpatrzone w dal… Moja dusza idzie gdzieś daleko za marzeniami o nim. Dziecko z ulicy powstające nocą. Tak dobrze mi znane, tak bardzo ukochane w moich pragnieniach. Wyczekujące swojego spełnienia snu – podobne do mnie we wszystkim. W grzechu zniewolenia utonęliśmy razem. Razem już na zawsze spleceni rytuałem naszych rozgrzanych ciał. Myśli o wolności, jakich nigdy nie było. Ukryta miłość gdzieś w głębi nas samych. Bliskość odnalezienia, nad-przestrzeń w jego błękitnych oczach. Wpatruję się w nie bez wytchnienia otoczona zwierciadłem czarnych róż. Mój ogród rozkwita tysiącem słońc. Jakby już nie było żadnego bólu. Melodia mojego zapomnienia kroczy bezwiednie po oceanie zamyślenia. Jest, jak wiatr przestworzy, jak to dziecko w nieodnalezionym szczęściu. Nasze rozpalone spojrzenia zbiegają się w półmroku. Ukryty wymiar rzeczywistości podąża w ślad za nami. Głębia naszych oddechów graniczy z codziennością… Iluzoryczny wszechświat wypełnia nas od wewnątrz. Jesteśmy całością nieograniczenia… idąc razem po krainie światła i cienia. Teraz to dziecko jest moim cieniem a ja jego światłem…
Noc zbliża nas do siebie niespodziewanie. Jest naszą powiernicą, a my jej spełnieniem. W magii nocy, zapatrzeni w otchłań idziemy razem. To tylko marzenia… Rozpływają się… Po nich zostaje szara rzeczywistość…

Cień Anioła

Chcę znaleźć dom. Pragnę opieki. Gdzie jest ten, kto mi to podaruje? Twierdze zapomnienia budowane w pośpiechu… Dni czarne, jak noce, a noce, jak dni. Gdzie jest mój dom? Wychodzę tam, gdzie nikt nie będzie mógł mnie odszukać, do swoich własnych marzeń… pragnąc szczęścia, które jest zgubne. Wokół mnie wciąż te same szare domy, ten sam plac zabaw, te same okna. W sercu samotność. Idę przed siebie, jakby bez celu, uciekając od rzeczywistości. We mgle pragnień jedno marzenie. On jest całkiem blisko. Dziecko z ulicy… Ja jestem tym wewnętrznym. Dryfuję w samotności, oddalam się w nieuporządkowany świat i uciekam od niego zarazem. Fotografuję oczyma duszy ulice miasta. Jego mądre spojrzenie wędruje za mną. Spotkałam go przypadkiem. Ze spokojem wyczekiwał własnego odnalezienia. W błękitnych oczach wciąż tyle bólu, w moich nadzieja. Spojrzeliśmy na siebie, kiedy stał pod ścianą jednego z budynków. O czym myślał? Pewnie o tym samym, o czym i ja myślałam. O pragnieniu spełnienia. Dziecko z ulicy szukające czegoś w zaświatach swojego zamyślenia. Powędrowałam za nim wzrokiem… Potem zniknął, rozpłynął się w powietrzu, odszedł gdzieś w nieznane…
*
Wiosenny park… śpiew ptaków, cisza. Wokół tylu przechodniów… Zatapiam się w tę ciszę. Myślę o nim. Wieczór zastaje mnie niespodziewanie. Płoną latarnie. Pod nimi nocne motyle obijają się o światło. Uspokajam się. Spokój widnieje na moim prywatnym nieboskłonie. W myślach wciąż niepokornych tylko jeden cel. Miłość zagubiona, jak wszystko inne. Pragnę ją odnaleźć. Wędruję wieczornymi alejami parku w samotności, a wraz ze mną moja melodia zapomnienia. Dziś królujemy razem… Wracam pogrążona w zamyśleniu nad własną iluzją. Kiedyś cię znajdę… Znajdę cię…

Cień Anioła

Wygnanie

Brak komentarzy

Uciekam… Chowam się przed nierealnością. Słowa płyną, niczym szepty w rytm przelotnej niedoskonałości. Niedojrzałe, pełne sprzecznych ideologii i nieodgadnionych prawd. Oddalają się w nieznany wszechświat niedokończonych znaczeń.
Zobaczyłam dziecko. Dziecko z ulicy. Stało pod ścianą myśląc o wolności. Stało w rozgoryczeniu, jakby czegoś szukało. A samotność była mu matką. Tak samo, jak matką jest grzeszników, gdy nie idą za pojednaniem. Samotne dziecko ulicy podobne do mnie. Kolejna czarno-biała fotografia… Jak we śnie. Ono – skazane na wieczne wygnanie, nie dążyło do swojego celu. Wolność to tylko przypadek. Bez perspektyw, bez szans na spełnienie, bez tego, co jest drogie. Bez nadziei. Jego oczy wtapiały się w dal… Smutne i zamyślone… Poszukiwało szczęścia, choć szczęście było jedynie kawałkiem gruzu na ziemi splecionej z jego własną krwią.
Perspektywa wygasła, jak wszystko inne wygasa. Wokół kręciło się tylu ludzi… Przechodzili obojętnie w pośpiechu… Dziecko czekało na coś, co mogło się nie wypełnić. Nadzieja była jedynie stereotypem, bo nikt nie dawał mu tej nadziei. Opuszczone dziecko z ulicy… Kiedyś też taka byłam. Choć miałam wszystko, czegoś brakowało. To tylko pozory szczęścia pośród zburzonej teraźniejszości. Gdy zostaje się dzieckiem z ulicy, chyba nigdy wewnętrznie nie przestaje się nim być. To zamknięty świat, w który wkracza się dobrowolnie. Świat samotności, gdzie potrzeba przewodnika, jak świeżego powietrza. Tego zabrakło dziecku. W samotności utonęło, niczym we mgle. Jedna myśl to może kolejny taki sam, szary dzień. I dzień po dniu upływają godziny zapomnienia. Samotność stała się dla niego wybawczynią. W bólu ducha patrzyło na odejście swojego kolegi. On poszedł tam, gdzie nikt go już nie znajdzie, do Boga z własnymi problemami. Kolejne dziecko z ulicy, które nie wytrzymało próby…
***
(…)
Myśli same układają się w sploty znaczeń. Odchodzą wspomnienia. Noc nastała niespodziewanie. Zagubiona miłość, przyśpieszony oddech, nad-realistyczna więź między spełnieniem a poszukiwaniem szczęścia. Dzieci ulicy powstające nocą… Kolejna czarno-biała fotografia. Jedno na wygnaniu. Opuszczone, niewidome… Dworzec pełen ludzi. To tylko ta mgła… Jego mądre oczy wpatrzone w obraz światła przestrzeni. Ból ducha. Znam ten ból. Wiem, co znaczy umrzeć, aby żyć. Zapłacić najwyższą ofiarę…

Cień Anioła


  • RSS